sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 3

 - Jak myślisz kiedy się obudzi ? - zapytał kobiecy głos
- Sam chciałbym wiedzieć. - odpowiedział ktoś inny . Próbowałam otworzyć oczy , ale mogłam tylko słuchać rozmowy .
- Ciekawe dlaczego Jace jej nie odwiedził ? - spytała się dziewczyna.
- Sama wiesz,  że mu na żadnej nie zależy. Nigdy nie pokochał dziewczyny . - odpowiedział ponuro chłopak . Jeszcze raz spróbowałam je otworzyć tym razem się udało . Był chyba ranek ... Rozglądnęłam się po pomieszczeniu . Miało beżowe ściany , dębową podłogę.  Było w nim kilkadziesiąt łóżek , różne szafy z lekami . Po patrzyłam się przed siebie.  Na moim łóżku siedziały dwie osoby . Po prawej dziewczyna z kruczo czarnymi włosami  i błękitnymi oczami podobnie jak chłopak . Oboje byli wysocy .
- Mógł by się w końcu w kimś zakochać , ale nie oczywiście , po co ... - powiedziała z rozdrażnieniem dziewczyna .
- Jesteście rodzeństwem. - stwierdziłam przecierając oczy.
- Tak . Jace w pewnym stopniu tez ... Zaraz ty się obudziłaś! -krzyknęła mi do ucha tak ze się wyprostowalam.
- Mhm  ... Ile tu leżałam ?- zapytałam
- Dwa dni. Myśleliśmy , że już umrzesz we śnie .Jestem Iz a to Alec.  - powiedziała przytulając mnie do siebie .
- Przepraszam , mogłabym później zadzwonić do rodziny?
- Tak , ale najpierw musisz się umyć i przebrać. - powiedziała wskazując ręką . Wyszła z bratem na korytarz szukając Hola , ich nauczyciela.
 Wzięłam szybki prysznic i użyłam moich ulubionych lawendowych perfum. Ubrałam się w zostawioną przez Izabell. Była to kobieca biała bluzka z dużym wzięciem . Przez co wyglądałam w niej śmiesznie.  Włożyłam również czarne rurki i baletki. Przeczytałam włosy i ułożyłam je na bok. Wyszłam na korytarz , czekałam tam pięć minut później sama poszłam pozwiedzać Instytut , czy jakoś tak.  Szłam powoli i właśnie miałam skręcić w lewo gdy usłyszałam cudowne dźwięki pianina.  Poszłam otulona jego melodią . Doszłam do dużych drzwi . Cicho je otworzyłam i weszłam do środka. Była to duża sala koncertowa,  na środku sali stało piękne białe pianino . Na ławce obok siedział chłopak.  To był Jace
 . Nie poznałam go bo miał podkrążone oczy,  był na boso.  Miał na sobie piżama i włosy w nieładnie . Usiadłam koło niego , jednak mnie nie zauważył.  Wzrok miał nieobecny. Spojrzał na swoje ręce i przestał grać .
- Świetnie grasz.  - powiedziałam cicho . Jednak wystarczyło odwrócił się os razu w moją stronę a jego oczy się rozszerzyły.
- Dzięki.  Obudziłaś się . - powiedział i oparł się o instrument .
- Mhm . Przeżyłam  dzięki tobie.  - powiedziałam uśmiechając się .
 - Powinnaś spłacić swój dług wobec mnie. - odparł
- A jak mam go spłacić ? - zapytałam zirytowana
- Pójdziesz gdzieś ze mną wieczorem. - odpowiedział z uśmiechem , cóż nie mam wyjścia. Pokiwałam głową.
-Przyjdę po ciebie wieczorem.A właściwie to Izzy puściła cię samą ?
-Nie poszła po jakiegoś Hogea , nie wracała długo więc ...
- Chodź musimy ich poszukać. - powiedział i chwycił mnie za rękaw.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz