czwartek, 18 lutego 2016

Dary anioła historia jutra - Rozdział 2

Po śniadaniu poszłam na spacer do najpiękniejszego parku w Nowym Jorku. Miałam tu posiedzieć trochę i poszukać natchnienia. Po kilku godzinach siedzenia na ławce przy krzakach białych róż miałam sześć szkiców. Nagle owiał mnie zimny wiatr. Spojrzałam na niebo. Słońce powoli schodziło na ziemię . Zamknęłam oczy i myślałam o moim śnie , gdy usłyszałam okropny krzyk. Obejrzałam się w tym kierunku , nikogo w zasięgu wzroku. Miałam właśnie uciekać , kiedy zza krzaków wyłonił się ogromny potwór. Miał pięć łap i dwie głowy . Wyglądał jak skrzyżowanie psa z piranią i niedźwiedźem. W jednej chwili skoczył na mnie z przeraźliwym okrzykiem. Miałam jednak szczęście,  odskoczyłam w ostatnim momencie i mutant tylko mnie drasnął. Potoczyłam się po kamieniach. Po kilku sekundach wstałam i zobaczyłam chłopaka ze złotymi włosami w podobnym odcieniu co oczy. Był wysoki , z postawy umięśniony . Cały ubrany na czarno . W ręku trzymał biały połyskujący miecz. Uśmiechnął się wrogo do krzyżówki i przebił go mieczem. Wywarł brudny z mazi miecz podczas gdy tamten zwijał się w konwulsjach. Nagle zauważył mnie , podszedł powoli z uśmiechem na ustach. Zmierzył mnie spojrzeniem . Zaczęłam czuć piekący ból w ręce. Chwyciłam się za ramię próbując zniwelować to uczucie.
- Coś się stało mała? -zapytał od razu mnie drażniąc.
- Nic nadzwyczajnego. Jestem przyzwyczajona do tego, że napadają na mnie potwory. - powiedziałam całkowicie zirytowana . Podał mi rękę pomagając wstać z ziemi. Stanęłam na własnych nogach,  chciałam odejść i całkowicie zapomnieć o tym co się stało. Niestety nagle świat zawirował mi przed oczami , a nogi zrobiły się jak z waty. Dla złapania równowagi chwyciłam się barku chłopaka. Nogi się pode mną ugięły w rezultacie czego wpadłam w ramiona chłopaka. Patrzył na mnie złotymi oczami w których nie widać było żadnych emocji. Trzymał mnie stanowczo ale delikatnie. Najwyraźniej często miał do czynienia z takimi sytuacjami. Na chwilę zamknęłam oczy , a gdy już je otworzyłam zobaczyłam tego samego chłopaka.  Różnica polegała na tym, że z łopatek wyrastały mu skrzydła i otaczała go srebrna poświata . Po patrzyłam na niego i uśmiechnęłam
się .
-Wyglądasz jak anioł. - powiedziałam dotykając jego policzka.
- Naprawdę? Cóż jeszcze takiego komplementu nie słyszałem. - uśmiechnął się lekko. Oczy zaczęły mi się same zamykać . Myślałam , że umrę . Przysunęłam się do jego ucha przez co cały się napiął.
- Wiesz, nie chcę umrzeć ... - łza poleciała mi po policzku .
- Narazie nie umrzesz . - wyciągnął z kieszeni jakiś kryształowy przedmiot podobny do długopisu.  Przyłożył mi go do ręki i  narysował jakiś znak.
- Tatuaż ? - zapytałam prawie nieprzytomna.
- Runa . Pomoże Ci .
 Cały świat zaczął się rozmywać.  Chłopak wziął mnie na ręce i zaczął nieść w stronę ulicy. Przytuliłam się do niego i zamknęłam oczy,  poczym zapanowała ciemność.  



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz