- Jak myślisz kiedy się obudzi ? - zapytał kobiecy głos
- Sam chciałbym wiedzieć. - odpowiedział ktoś inny . Próbowałam otworzyć oczy , ale mogłam tylko słuchać rozmowy .
- Ciekawe dlaczego Jace jej nie odwiedził ? - spytała się dziewczyna.
- Sama wiesz, że mu na żadnej nie zależy. Nigdy nie pokochał dziewczyny . - odpowiedział ponuro chłopak . Jeszcze raz spróbowałam je otworzyć tym razem się udało . Był chyba ranek ... Rozglądnęłam się po pomieszczeniu . Miało beżowe ściany , dębową podłogę. Było w nim kilkadziesiąt łóżek , różne szafy z lekami . Po patrzyłam się przed siebie. Na moim łóżku siedziały dwie osoby . Po prawej dziewczyna z kruczo czarnymi włosami i błękitnymi oczami podobnie jak chłopak . Oboje byli wysocy .
- Mógł by się w końcu w kimś zakochać , ale nie oczywiście , po co ... - powiedziała z rozdrażnieniem dziewczyna .
- Jesteście rodzeństwem. - stwierdziłam przecierając oczy.
- Tak . Jace w pewnym stopniu tez ... Zaraz ty się obudziłaś! -krzyknęła mi do ucha tak ze się wyprostowalam.
- Mhm ... Ile tu leżałam ?- zapytałam
- Dwa dni. Myśleliśmy , że już umrzesz we śnie .Jestem Iz a to Alec. - powiedziała przytulając mnie do siebie .
- Przepraszam , mogłabym później zadzwonić do rodziny?
- Tak , ale najpierw musisz się umyć i przebrać. - powiedziała wskazując ręką . Wyszła z bratem na korytarz szukając Hola , ich nauczyciela.
Wzięłam szybki prysznic i użyłam moich ulubionych lawendowych perfum. Ubrałam się w zostawioną przez Izabell. Była to kobieca biała bluzka z dużym wzięciem . Przez co wyglądałam w niej śmiesznie. Włożyłam również czarne rurki i baletki. Przeczytałam włosy i ułożyłam je na bok. Wyszłam na korytarz , czekałam tam pięć minut później sama poszłam pozwiedzać Instytut , czy jakoś tak. Szłam powoli i właśnie miałam skręcić w lewo gdy usłyszałam cudowne dźwięki pianina. Poszłam otulona jego melodią . Doszłam do dużych drzwi . Cicho je otworzyłam i weszłam do środka. Była to duża sala koncertowa, na środku sali stało piękne białe pianino . Na ławce obok siedział chłopak. To był Jace
. Nie poznałam go bo miał podkrążone oczy, był na boso. Miał na sobie piżama i włosy w nieładnie . Usiadłam koło niego , jednak mnie nie zauważył. Wzrok miał nieobecny. Spojrzał na swoje ręce i przestał grać .
- Świetnie grasz. - powiedziałam cicho . Jednak wystarczyło odwrócił się os razu w moją stronę a jego oczy się rozszerzyły.
- Dzięki. Obudziłaś się . - powiedział i oparł się o instrument .
- Mhm . Przeżyłam dzięki tobie. - powiedziałam uśmiechając się .
- Powinnaś spłacić swój dług wobec mnie. - odparł
- A jak mam go spłacić ? - zapytałam zirytowana
- Pójdziesz gdzieś ze mną wieczorem. - odpowiedział z uśmiechem , cóż nie mam wyjścia. Pokiwałam głową.
-Przyjdę po ciebie wieczorem.A właściwie to Izzy puściła cię samą ?
-Nie poszła po jakiegoś Hogea , nie wracała długo więc ...
- Chodź musimy ich poszukać. - powiedział i chwycił mnie za rękaw.
sobota, 20 lutego 2016
czwartek, 18 lutego 2016
Dary anioła historia jutra - Rozdział 2
Po śniadaniu poszłam na spacer do najpiękniejszego parku w Nowym Jorku. Miałam tu posiedzieć trochę i poszukać natchnienia. Po kilku godzinach siedzenia na ławce przy krzakach białych róż miałam sześć szkiców. Nagle owiał mnie zimny wiatr. Spojrzałam na niebo. Słońce powoli schodziło na ziemię . Zamknęłam oczy i myślałam o moim śnie , gdy usłyszałam okropny krzyk. Obejrzałam się w tym kierunku , nikogo w zasięgu wzroku. Miałam właśnie uciekać , kiedy zza krzaków wyłonił się ogromny potwór. Miał pięć łap i dwie głowy . Wyglądał jak skrzyżowanie psa z piranią i niedźwiedźem. W jednej chwili skoczył na mnie z przeraźliwym okrzykiem. Miałam jednak szczęście, odskoczyłam w ostatnim momencie i mutant tylko mnie drasnął. Potoczyłam się po kamieniach. Po kilku sekundach wstałam i zobaczyłam chłopaka ze złotymi włosami w podobnym odcieniu co oczy. Był wysoki , z postawy umięśniony . Cały ubrany na czarno . W ręku trzymał biały połyskujący miecz. Uśmiechnął się wrogo do krzyżówki i przebił go mieczem. Wywarł brudny z mazi miecz podczas gdy tamten zwijał się w konwulsjach. Nagle zauważył mnie , podszedł powoli z uśmiechem na ustach. Zmierzył mnie spojrzeniem . Zaczęłam czuć piekący ból w ręce. Chwyciłam się za ramię próbując zniwelować to uczucie.
- Coś się stało mała? -zapytał od razu mnie drażniąc.
- Nic nadzwyczajnego. Jestem przyzwyczajona do tego, że napadają na mnie potwory. - powiedziałam całkowicie zirytowana . Podał mi rękę pomagając wstać z ziemi. Stanęłam na własnych nogach, chciałam odejść i całkowicie zapomnieć o tym co się stało. Niestety nagle świat zawirował mi przed oczami , a nogi zrobiły się jak z waty. Dla złapania równowagi chwyciłam się barku chłopaka. Nogi się pode mną ugięły w rezultacie czego wpadłam w ramiona chłopaka. Patrzył na mnie złotymi oczami w których nie widać było żadnych emocji. Trzymał mnie stanowczo ale delikatnie. Najwyraźniej często miał do czynienia z takimi sytuacjami. Na chwilę zamknęłam oczy , a gdy już je otworzyłam zobaczyłam tego samego chłopaka. Różnica polegała na tym, że z łopatek wyrastały mu skrzydła i otaczała go srebrna poświata . Po patrzyłam na niego i uśmiechnęłam
się .
-Wyglądasz jak anioł. - powiedziałam dotykając jego policzka.
- Naprawdę? Cóż jeszcze takiego komplementu nie słyszałem. - uśmiechnął się lekko. Oczy zaczęły mi się same zamykać . Myślałam , że umrę . Przysunęłam się do jego ucha przez co cały się napiął.
- Wiesz, nie chcę umrzeć ... - łza poleciała mi po policzku .
- Narazie nie umrzesz . - wyciągnął z kieszeni jakiś kryształowy przedmiot podobny do długopisu. Przyłożył mi go do ręki i narysował jakiś znak.
- Tatuaż ? - zapytałam prawie nieprzytomna.
- Runa . Pomoże Ci .
Cały świat zaczął się rozmywać. Chłopak wziął mnie na ręce i zaczął nieść w stronę ulicy. Przytuliłam się do niego i zamknęłam oczy, poczym zapanowała ciemność.
- Coś się stało mała? -zapytał od razu mnie drażniąc.
- Nic nadzwyczajnego. Jestem przyzwyczajona do tego, że napadają na mnie potwory. - powiedziałam całkowicie zirytowana . Podał mi rękę pomagając wstać z ziemi. Stanęłam na własnych nogach, chciałam odejść i całkowicie zapomnieć o tym co się stało. Niestety nagle świat zawirował mi przed oczami , a nogi zrobiły się jak z waty. Dla złapania równowagi chwyciłam się barku chłopaka. Nogi się pode mną ugięły w rezultacie czego wpadłam w ramiona chłopaka. Patrzył na mnie złotymi oczami w których nie widać było żadnych emocji. Trzymał mnie stanowczo ale delikatnie. Najwyraźniej często miał do czynienia z takimi sytuacjami. Na chwilę zamknęłam oczy , a gdy już je otworzyłam zobaczyłam tego samego chłopaka. Różnica polegała na tym, że z łopatek wyrastały mu skrzydła i otaczała go srebrna poświata . Po patrzyłam na niego i uśmiechnęłam
się .
-Wyglądasz jak anioł. - powiedziałam dotykając jego policzka.
- Naprawdę? Cóż jeszcze takiego komplementu nie słyszałem. - uśmiechnął się lekko. Oczy zaczęły mi się same zamykać . Myślałam , że umrę . Przysunęłam się do jego ucha przez co cały się napiął.
- Wiesz, nie chcę umrzeć ... - łza poleciała mi po policzku .
- Narazie nie umrzesz . - wyciągnął z kieszeni jakiś kryształowy przedmiot podobny do długopisu. Przyłożył mi go do ręki i narysował jakiś znak.
- Tatuaż ? - zapytałam prawie nieprzytomna.
- Runa . Pomoże Ci .
Cały świat zaczął się rozmywać. Chłopak wziął mnie na ręce i zaczął nieść w stronę ulicy. Przytuliłam się do niego i zamknęłam oczy, poczym zapanowała ciemność.
wtorek, 16 lutego 2016
Rozdział I
-Widzisz? Taka jest cena.-łzy spłynęły mu po twarzy.
Chciałam spytać czego jest taka cena, jednak nie zdążyłam. Przyszedł ten mężczyzna i przebił anioła czarnym mieczem.
Obudziłam się z pędzącym sercem . Uspokoiłam oddech i po dłuższym czasie weszłam pod prysznic. Po dwudziestu minutach ubrałam się w bordowy sweter z krótkimi rękawami, czarne leginsy i vansy. Uczesałam włosy w koka. Zeszłam na dół skąd było już czuć zapach naleśników mojej mamy. Gdy weszłam do kuchni mama siedziała przy stole razem z tatą i Johnatanem. Uśmiechnęłam się na widok mojej rodzinki, która zakończyła bywała w pełnym składzie. Tato często jeździł w interesach do innych miast. John podróżował po całym świecie. Natomiast mama i ja siedziałyśmy w domu.
-Cześć !-powiedziałam ściskając tatę i brata .
-Dzień dobry kochana.-uśmiechnął się tata i podał mi naleśniki z dżemem malinowym.
-Jak było w Indiach?-zapytałam tatę i brata jedząc śniadanie.
-Super. Wszystkie dziewczyny są tam mega sexy.- wyszczerzył się mój braciszek. Tato spojrzał na niego wilkiem a wszyscy wybuchli śmiechem.
-Sandy ci nie wystarcza ? Powinnam jej to chyba powiedzieć...-powiedziałam udając zamyślenie.
-Siostra weź no!-krzyknął z desperacji.
-Jak mnie przekonasz ? Kupiłeś mi coś ?-zapytałam z nadzieją .
Podniósł coś i ukazało mi się małe pudełeczko . Otworzyłam je z uśmiechem . Był w nim złoty pierścionek jakby ze splecionych winorośli a na środku był kamień księżycowy. Wszystko było idealne.
-Jest wspaniały.
-Też tak sądzę...-powiedział zamyślony
Subskrybuj:
Posty (Atom)